M jak Mrówka

Pozbyliśmy się kuny!

Pozbyliśmy się kuny!

Właśnie po raz drugi pozbyliśmy się kuny z poddasza naszego letniskowego domu. Po raz drugi, co dobitnie oznacza, że nie po raz ostatni, i co może też oznaczać, że pod naszym dachem mieszkają całe tabuny kun. Niemniej jednak jest to sukces!

Pierwszy raz kuna złapała się w klatkę żywołapkę jakieś dwa lata temu. Zgodnie z zaleceniem wywieźliśmy ją wówczas do lasu położonego w odległości około 30 km, po to, aby nie odnalazła już nigdy drogi do naszego domu. Wtedy mieliśmy nadzieję, że to koniec nieprzespanych nocy spowodowanych harcami osobniczki zamieszkałej pod dachem. Nic z tych rzeczy! Po przerwach, kiedy były upały, podczas których kuny szukają warunków z lepszym mikroklimatem niż bezpośrednio pod nagrzanym dachem, zwierzęta wróciły. Sądząc po hałasie, sykach i wrzaskach, niewykluczone, że przyprowadziły ze sobą kolejne rodziny. Mąż nastawił więc kolejny raz pułapkę.

Pozbyliśmy się kuny!  Pozbyliśmy się kuny!

Kuna domowa

W przeciwieństwie do leśnej uwielbia cywilizację – zamieszkuje najczęściej domy i wnętrza naszych aut. W domach zwykle lokują się pod dachem, tam gdzie jest im ciepło i gdzie mogą pobrykać między izolacjami np. z wełny mineralnej. Z czasem, drążąc w nich korytarze, robiąc gniazda, załatwiając w wełnie swoje potrzeby, niszczą ją kompletnie. Już sobie wyobrażam co się dzieje pod naszym dachem! Ponieważ to nasz dom letniskowy i mieszkamy w nim jedynie przez kilka miesięcy w roku, na razie nie odczuliśmy wyraźnie skutków zniszczeń. Planujemy jednak na jesieni dostać się pod dach i naprawić szkody, ale aż strach pomyśleć, co się tam mogło wydarzyć.

Pozbyliśmy się kuny!  Pozbyliśmy się kuny!

Jak złapać kunę domową

Kuny są pod ochroną, należy więc przestrzegać zasad odławiania takich zwierząt. Najlepszym rozwiązaniem jest kupno żywołapki, czyli takiej pułapki, za pomocą której jesteśmy w stanie odłowić kunę, nie narażając jej na jakiekolwiek obrażenia. Do środka w specjalny otwór wkładamy jajko, najlepiej prosto z kurnika, niemyte, pachnące kurą i otwieramy metalowe zapadki. Stawiamy pułapkę w miejscu, gdzie kuna może się przemieszczać – u nas był to taras na poddaszu. Kuna, zwabiona zapachem jajka, wbiega do środka pułapki, a wtedy automatycznie zatrzaskują się obie zapadki. Dzisiaj rano znalazłam ją skuloną w kłębek w rogu pułapki. Wyglądała uroczo, ale po sekundzie zachwytu, wróciła mi przytomnie pamięć nieprzespanych nocy. O nie, nie zostawię jej w moim domu!

Pozbyliśmy się kuny!  Pozbyliśmy się kuny!

Kuna w pułapce i co dalej

Pułapkę z kuną znieśliśmy do ogrodu. W miejscu wydarzenia nie było śladu po jajku, a ponieważ zwierzę wyglądało na głodne, zostało przez litościwych domowników podkarmione. Po ustaleniu dokąd ma odbyć się deportacja naszego szkodnika, daliśmy sobie jeszcze trochę czasu na organizację wyprawy, choć nie ukrywam, że miałam bardzo silną obawę, czy jakimś cudem kuna nie otworzy sobie klatki i nie zwieje z powrotem na strych. Jak najszybciej przenieśliśmy więc klatkę do samochodu i wywieźliśmy, zgodnie ze wskazaniami do lasu, dość daleko od domu. Wypuszczona na wolność wcale nie wyglądała na szczęśliwą! Ciekawe, jaka będzie dzisiejsza noc! Póki co, zamierzamy uszczelnić podbitkę okapu dachu, bo zauważyliśmy w niej dziury, którymi prawdopodobnie włażą szkodniki, a w miejscach ich wędrówek porozkładać naftalinę, która podobno skutecznie je odstrasza.

Pozbyliśmy się kuny!  Pozbyliśmy się kuny!

Hania

O autorze Zobacz wszystkie wpisy

mjakmrowka