M jak Mrówka

Ochrona roślin, czyli ważna codzienna kontrola

fot. MZ

Ochrona roślin przed szkodnikami to zadanie ogrodników. Ale bez obawy, nie będę namawiał do wylewania litrów środków chemicznych na rośliny. Są tańsze i bezpieczniejsze m metody na walkę z niewielkimi skupiskami, np. mszyc.

Ktoś powie, że zamiast chronić rośliny, lepiej sadzić takie, które ochrony nie wymagają, albo obronią się same. W teorii to wygląda pięknie, ale w praktyce taki ogród nie wygląda wcale i nikt nie chciałby go mieć. Poza tym i tak zawsze jakaś mszyca obsiądzie głogi, róże, kaliny, świerki czy modrzewie, gąsienice zaczną pożerać liście leszczyny, a ślimaki hosty. A jak nie szkodnik, to choroba. Nie ma siły.

fot. MZ

Użycie środków chemicznych do walki z pierwszym wysypem szkodników wczesną wiosną może być uzasadnione, bo młodziutkie pędy i liście są trwale oszpecane i uszkadzane, a rośliny poważnie osłabiane. Teraz, późną wiosną, gdy są już podrośnięte, mszyce, choć nie tylko, nie wydają się już tak groźne. Rośliny lepiej radzą sobie z nieproszonymi gośćmi, więc gdy nie ma inwazji zamiast chemii stosuję inne metody. Gdy podczas codziennego obchodu ogrodu zauważę skupiska mszyc na młodych przyrostach, ściągam je palcami lub spłukuję strumieniem wody – nie rzucam się do szykowania wyciągów, gnojówek lub roztworów. Zwinięte w trąbkę liście róży to oznaka żerowania tutkarza cygarowca, zwójki lub nimułki różanej. Cokolwiek by się w nich jednak  ukrywało, takie liście zawsze obrywam i palę, nie sprawdzając, czy mam w składziku środek do eksterminacji szkodnika. Podobnie postępuję z liśćmi mającymi okrągłe narośla, w których kryją się gąsienice naroślarza jabłuszkowca. Bez chemii pozbywam się też gąsienic (obnażacza różówka, zwójki, znamionówki tarniówki, rośliniarki). Strząsam je do wiadra lub na gazetę, ściągam palcami, a później palę. Ślimakom nie robię krzywdy, tylko przenoszę w miejsca dla nich przeznaczone, czyli w dziksze zakątki z pokrzywami, w okolicę kompostu lub poza działkę. Oglądając ogród podczas wieczornych spacerów, widzę jak skuteczne są te najprostsze metody. Oczywiście przędziorków na świerkach czy modrzewiach nie pozbędziemy się tą metodą, podobnie jak nicieni czy wciornastków, ani nawet mszyc, ale i tak warto je stosować dla czystej przyjemności oglądania zdrowych roślin.

Marek

O autorze Zobacz wszystkie wpisy

mjakmrowka