M jak Mrówka

Przygotowanie samochodu do zimowego wyjazdu

Przygotowanie samochodu do zimowego wyjazdu

Przyszła do nas w końcu prawdziwa zima, postanowiliśmy więc z całą rodziną wybrać się na jakiś krótki wypad na narty. Ja zajęłam się pakowaniem ubrań i sprzętu, a mój mąż miał zadbać o przygotowanie samochodu.

Praca męża wydawała mi się nieskomplikowana, przecież wystarczy posprawdzać szybko niektóre rzeczy w samochodzie. Opon nie musieliśmy wymieniać, gdyż zrobiliśmy to już na jesieni. No więc nad czym mój mąż spędził pół dnia? Wytłumaczył mi to, może nie wszystko zapamiętałam, ale wdzięczna jestem mu za to, że pomyślał o wszystkich detalach. Więc co robił mój mąż?

Przygotowanie samochodu do zimowego wyjazdu

Zaczął od sprawdzenia ciśnienia w oponach i stanu bieżnika. Dowiedziałam się – jestem laikiem w sprawach samochodu, potrafię tylko jeździć i zatankować:) – że na boku bieżnika znajdują się śnieżynki, które ułatwiają nam odnalezienie wskaźnika zużycia. O akumulator nie musiał się martwić, ponieważ niedawno kupiliśmy nowy. Trochę czasu zajęła mu wymiana żarówki, bo jak się okazało jedna jest przepalona. Przy okazji wymienił też wycieraczki na nowe. Uzupełnił także płyn do spryskiwaczy, olej i płyn chłodzący. I chociaż nie podejrzewałam go o taką zapobiegliwość zapas płynów zapakował do bagażnika. Dopakował tam jeszcze łańcuchy śniegowe, tak dla wszelkiej pewności, co mnie zaczęło już denerwować, ponieważ coraz mniej miejsca robiło się w bagażniku. Jednak przyznałam mu rację, ponieważ nie wiadomo, co nas może spotkać w drodze. Mąż tak się przejął swoim zadaniem, że w bagażniku znalazły się jeszcze zapasowe żarówki, bezpieczniki, latarka, przewody rozruchowe i oczywiście saperka, skrobaczka i zmiotka do śniegu oraz płyn do rozmrażania szyb. Na dodatek mąż sprawdził, czy gaśnica ma aktualny przegląd, czy koło zapasowe jest sprawne, czy mamy kamizelkę odblaskową i trójkąt. Zajrzał nawet do apteczki, gdyż nie może w niej zabraknąć wody utlenionej, plastrów, koca termoizolacyjnego, rękawiczek, chusty trójkątnej, gazy jałowej, małych nożyczek, środków przeciwbólowych i oczywiście przyjmowanych przez nas leków. Sprawdził jeszcze gniazdka elektryczne, aby w razie potrzeby naładować synowi tablet.

Po zapakowaniu toreb i sprzętu narciarskiego w końcu mogliśmy ruszyć w drogę. Mój zapobiegliwy mąż zajechał jeszcze na stację benzynową i zatankował auto do pełna, bo twierdzi, że lubi być przygotowany – a to akurat dla mnie nowość:).

Asia

O autorze Zobacz wszystkie wpisy

mjakmrowka