M jak Mrówka

Kosiarki spalinowe, czyli sztuka wyboru

Koszenie trawy w ogrodzie to dziś przyjemność, bo kosiarki stają się coraz lepsze i wygodniejsze w użyciu. Teraz nawet tańsze modele często mają napęd, odpowiednio dużą moc silnika, duże kosze na skoszoną trawę, centralną regulację wysokości koszenia, system mulczowania, a nawet uchwyty na napoje.

Do zakupu kosiarki zachęcają promocyjne ceny i jaskrawe kolory. Istna nirwana, ale gdy przychodzi do wyboru, zamiast euforii pojawia się ból głowy. Jaką kosiarkę wybrać i czy naprawdę potrzebujemy tych wszystkich udogodnień?   

Nie jestem zwolennikiem zbytniego komplikowania kosiarki, więc do napędu podchodzę z dystansem. Owszem, przydaje się, ale tylko w sytuacjach nietypowych, np. gdy spora część naszego trawnika leży na pochyłości. Na trawniku o skomplikowanym kształcie rozlanym między rabatami i upstrzonym pojedynczymi roślinami, czyli takim, jak ma większość, napęd będzie tylko utrudniał manewrowanie. To pierwsze udogodnienie, z którego bym zrezygnował.

Oczywiści, im mocniejszy silnik, tym lepiej, ale też nie ma co przesadzać. Silnik o mocy ok. 5 KM w zupełności wystarczy do skoszenia trawnika o powierzchni 1000 m². Większa moc przyda się tylko, jeśli uprzemy się, że chcemy mieć model z napędem lub… po prostu mocniejszy niż ma sąsiad.

Centralny system regulacji koszenia to nie gadżet, tylko praktyczne udogodnienie, szczególnie przydatne, gdy nie mamy możliwości regularnego, cotygodniowego koszenia (kosimy wówczas na dwa rzuty, by nie ciąć za jednym zamachem za dużo). Radzę wybierać kosiarki z większymi tylnymi kołami, bo to ułatwia skręcanie i praktyczniejszy tylny wyrzut trawy przy zdjętym koszu niż boczny.

Dziwię się, że tak wiele modeli nie ma przedniej osłony korpusu. Uważam, że to jeden z najważniejszych elementów dobrej kosiarki. Bez osłony ostrą, wywiniętą krawędzią będziemy niszczyli korę drzew i krzewów rosnących na trawniku i w jego pobliżu, choćbyśmy nie wiem jak się starali. Sprawne manewrowanie niewiele pomoże – zawsze w jakieś drzewko uderzymy lub zahaczymy o nie. A uszkodzona kora równa się choroba. Modele bez osłony radzę omijać szerokim łukiem. 

Marek

O autorze Zobacz wszystkie wpisy

mjakmrowka